Czymże jest walka dla ludzkości, być może o przetrwanie, własnymi słabościami lub brakiem pomysłu na resztę życia, chęć przeżycia?. Cóż to pytanie coraz bardziej mnie nurtuje, wręcz napawa strachem przed kolejnym wstaniem. Dla mnie walka to przetrwanie kolejnego dnia z tą podłą zboczoną anielicą i jej psem .Biorąc pod uwagę jej zdolności, nie powinienem narzekać. Równając jej charakter do tego. Tworzy istne piekło na ziemi. Cóż prawdopodobnie bym wytrzymał tą mieszankę, lecz mam schyłek wytrzymałości z kolejną kobietą. Czarownica mrozu przybyła do naszej espady, jeżeli można tak nazwać drużynę składającą się z dziewczyn, które siebie nienawidzą oraz psa i mnie biednego bożego wojownika. Czasami sądzę ze Bóg zrobił sobie niezły żart zostawiając mnie na świecie z tymi bezdusznymi istotami.
-Boże przebacz mi to samobójstwo.
Ciągnąc dalej swój monolog. Stwierdzić mogę, iż to musi być czysto nieboska komedia. Boże broń, ale nazwać można ją szatańską. Cóż ciągłe niefortunne wypadki, muszą dać się w znaki tak słabemu osobnikowi jak ja. Wędrujemy w stronę Inkwizytorium po zadanie, by wyżywić mnie i te gady jakoś zarabiać muszę. Choćby umiały gotować….
-Kochanie kolacja- rzekł czarny demon
-Znowu chcesz mnie zabić?
-Co za szczyt bezczelności z twojej strony! Puszczę to w niepamięć za całusa.
-W sumie tak. Czy wy anioły nie posiadacie, chociaż jednego kodeksu nakazów, zakazów?
-Moim nakazem jest kochanie ciebie, oraz eliminowanie chłodu!
-Hmpf to nakaz czysto abstrakcyjny oraz nieprawdziwy. Widziałaś dziś czarodziejkę bezduszny aniele?
-Ależ kochanie oczywiście nie, wiesz jesteśmy sami?
-I co związku z tym?
-Związek kojarzy mi się z wielką miłością.
- A mi z dobrym wyspaniem, dobranoc
- A wieczorny seks?
- Coś ty sobie dziewczyno ubzdurałaś w tej kudłatej głowie.
- Misję podbicia twego serca, więc szykuj się niedługo na ostateczną walkę!
-Tak z bólem żołądkowym po twojej potrawie z królika, a był taki ładny królik.
Czarodziejka wróciła do obozu, widać zmęczona, rozczochrana z licznymi zadrapaniami w okolicy biustu. Cóż to rzecz nowa i zadziwiająca dla takiego pokornego osobnika ,jakim jestem ja. Rozmyślania nad tym przerwał mi blond włosy rzeczownik moich rozmyślań.
-Złapałam go.
-Ale coś rozczochrańcu złapałaś?
-Królika.
-Ale czy nasz królik nie pływa w tej mazi? Zdziwiony zapytałem
-Cóż obawiam się, że zwiał.
-Jak do tego doszło? Kto winny mojemu wegetarianizmowi?
-Cóż ja i ta anielica.
-Nieważne teraz, nie słyszycie tej głośnej bandy pod naszym obozowiskiem?
Słysząc różne odgłosy łamanych gałęzi zastanawiałem się nad ilością wrogów, musiało być ich całkiem sporo. Albowiem wiedziałem, że zacznie się jatka.
-Pies miecz 3/4 oraz tarcza.
-Ostrzał za moich pleców należy do ciebie, chroń je
-Kochany jak zawsze.
-Czarodziejko zabijaj jak najwięcej, uwięź w lodzie dowódcę.
-Tak jest miłości moja
-Szlak mnie trafi przed walką z waszymi wyznaniami miłości
- Ruszajmy do prawej flanki
-Aniele wyślij ostrzał w tamto miejsce, tak z cztery wybuchowe strza…
Nagły huk zagłuszył moją wypowiedź, walka się rozpoczęła. Zaatakowaliśmy flankę hmpf satyrów? Skąd one się tu wzięły. Przecież tak mistyczne stworzenia nie powinny żyć, więc kto je przyzwał. Zaatakowałem pierwszego cięciem poprzedzonym wybiciem broni z ręki. Coraz bardziej zagłębiając wir walki traciłem coraz bardziej tracę świadomość
-Czarodziejko, aniele W powietrze włączam tryb modlitwy.
-Słowo boże niech będzie karą
Dla wrogów słowa światła. Niech
Spłynie na moje oczy czerwień
Bitewnego szału walki z heretykami.
Nagle straciłem cały impet umysłowy, widziałem tylko jedno miejsca przepływu krwi przeciwnika. Wskoczyłem między trzech wyskokiem dwóch kroczków i cięciem. Sztuczkę te nauczyłem się trenując na ulicy, zabijając dresy. Cóż za niesamowita balans ciała posiadał jedyny stojący na kudłatych racicach. Pół obrót zmyłka ataku znad łokcia. Lokacja całej arterii stała przede mną otwarciem. Mogłem wybrać jeden element z tej układanki życia. Wybrałem tętnice szyjną, gdzie ciąłem ruchem delikatnym niczym, ostatni ruch pędzla na arcydzieła. Nie posiadali strachu, tak jakby wiedzieli co ich czeka. Biegłem dalej, tu nie było czasu ani miejsca na szermierkę, to była rzeź bez klasy. Szli na mnie niczym bydło na rzeź, zobaczyłem ogromnego satyra. Mierzył dwa metry wysokości i dzierżył ogromny topór wykonany z stali oraz zwykły metrowy metalowy kij. Zaatakował, uskoczyłem by zobaczyć lecące zaklęcia oraz strzały w stronę giganta. Odbijały się od niego niczym rozpędzone fale o skały. Powinienem użyć tej modlitwy teraz.
-Boże, co królujesz w niebie
Ześlij na mnie potop rzeki Styks
Daj mi siłę kontroli śmierci
By położyć kres heretykom.
Przywdziej me serce szatą żelaza.
Wielki satyr zaatakował mnie oburącz, gdy zdołałem odbić topór to maczuga nadleciała następna w kolejności. Spadając na moją głowę huknęła mnie. Odrzuciło mnie na całką sporą odległość .Trzeba było przyznać, że posiadał on ogromną siłę, ciekawe jak z rozumem. Czas zacząć
Pojedynek. Skoczyłem z pół obrotem, któremu towarzyszyły pikujące strzały w klatkę potwora. Nie uskoczył. Chciał przyjąć moje cięcie na ostrze topora, by odebrać impet. Markowałem i ciąłem go w tętnice udową. Zachwiał się
- Teraz strzelaj w otwartą ranę.
Nadleciały kolejne strzały powalając Satyra na ziemię. Natychmiast doskoczyłem, by wbić ostrze w jego serce. Zatopiłem ostrze po samą rękojeść miecza. Muszę skierować się w stronę czarodziejki by wypytać ją. Torowałem sobie drogę siekąc na prawo i lewo, nie wykonywałem uskoków, ponieważ mój jedyny punkt był zbyt dobrze kryty. Wiedziałem, iż moc czarodziejki jest ogromna, ale to mnie przeraziło. Posagi zbudowane z czerwonego lodu .To krew zabarwiała kryształy.
-Czarodziejko, co to jest, tłumacz?
-To satyrowie, prawdopodobnie przyzwani przez magów.
-Gdzie oni są, potrafisz określić ich profesję?
-Ulotnili się.
-Hmmm, czy znasz ich dyscypliny magii?
-Cóż to proste, od którego zacząć?
-Czy to ważne opisuj mała.
-Pierwszy to ewidentny Druid , włada zwierzętami oraz przywołaniem, słabo posługuję się magią ziemi. Do walki używa kostura, z którego ciska wiązki duchowej energii. Oraz posiada talizman satyra. Drugi jest ciekawszy jest nekromantą, który utrzymuje ludzką postać. Cóż nie włączał się walkę, ale to jego sprawka, iż te potwory były materialne.
-Cóż walka skończona, udajcie się na spoczynek. Jutro długa droga
- A nagroda - odezwały się razem.
-Możecie zjeść kolacje i zrobić śniadanie.
-Następnym razem sam powalisz tego Gigantycznego satyra.
-Oraz uzyskasz informacje na temat wrogów.
-Tak jest tak samo możliwe, jak to że mnie nie kochacie.
-Kochamy cię, ale cie dziś zgwałcimy!!
-Dobranoc.
Cóż robi się coraz ciekawiej, nowi potężni wrogowie. Ciężko będzie się przedrzeć do Inkwizytorium. Jednak to dobrze, że posiadam za sojuszniczki te dwie kobiety. Mogę być spokojny o ich lojalność. Trzeba udać się na spoczynek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz